Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
Zwyczaje popielcowe w różnych krajach
Środa Popielcowa – początek Wielkiego Postu – to we wszystkich krajach katolickich dzień refleksji i skupienia. Nie wszędzie jednak przebiega on tak samo jak w Polsce. Tam gdzie dawne tradycje są szczególnie trwałe, przed obowiązującym wszędzie obrzędem posypywania głowy popiołem kultywuje się zwyczaje dla nas egzotyczne. Chyba najbardziej popularnym z tych zwyczajów jest pogrzeb sardynki w Hiszpanii. Szczególnie dla nas egzotyczne są zwyczaje krajów Ameryki Łacińskiej, gdzie tradycje katolickie zmieszały się z prekolonialnymi.
U nas karnawał kończy się we wtorek tzw. śledzikiem. Znacznie bardziej
spektakularne formy zwyczaj ten przyjmuje w Hiszpanii. W Środę
Popielcową wierni zanim udadzą się do kościoła by posypać głowy popiołem
biorą udział w „entierro de la sardina” – pogrzebie sardynki. Odbywa
się on w wielu miejscowościach w różnych regionach Hiszpanii. Pogrzeb
sardynki wiąże się oczywiście z tym, że dawniej podczas całego Wielkiego
Postu nie spożywano mięsa. Jedzono za to bardzo dużo ryb. „Żałobnicy”
„litują się” więc nad ich losem.
Ogromnej wielkości (czasem nawet rozmiarów rekina z filmu „Szczęki”)
sardynkę ze szmat i papieru obwozi się ulicami miejscowości w niby
żałobnym kondukcie. Wielu „żałobników” ubranych jest w czarne stroje.
Kobiety głośno zawodzą nad losem biednej sardynki. Na koniec kukłę się
podpala lub (rzadziej) topi w rzece. Uroczystość często kończy pokaz
ogni sztucznych. Dopiero wieczorem zaczyna się okres refleksji i skupienia.
W krajach pozostających pod wpływem kultury hiszpańskiej odbywają się
podobne uroczystości. W Ica – jednym z regionów Peru w Środę Popielcową
organizuje się „entierro del violin” – pogrzeb skrzypiec. Ma on symbolizować zakończenie karnawału i rozpoczęcie Wielkiego Postu.
Tikancha
W Boliwii, gdzie większość mieszkańców to Indianie, zachowała się nieco
szokująca dla Europejczyka tradycja mieszania katolicyzmu z dawnymi
pogańskimi kultami animistycznymi. Najbardziej widoczne jest to w Andach, zwłaszcza w największym górniczym ośrodku Boliwii – mieście
Oruro. Etnografowie boliwijscy dowodzą, że tamtejsze tradycyjne
wierzenia przetrwały 2000 lat. Pod wpływem hiszpańskich kolonizatorów
zostały połączone z katolicyzmem, tworząc swoisty fenomen kulturowy.
Zastanawiając się nad nim pamiętajmy, że zapewne równie egzotycznie
musiał wyglądać katolicyzm w Polsce za pierwszych Piastów.
Oruro ma swoją świętą patronkę – Virgen del Socavón – co można
przetłumaczyć jako Matka Boża ze Sztolni. Kopalnie w tym mieście
wyglądają tak samo jak 500 lat temu, są to płytkie kopalnie odkrywkowe.
Mentalność górników też wydaje się archaiczna. Przed przybyciem
Hiszpanów czcili oni boga o imieniu TIW – stwórcę i opiekuna. Hiszpańscy
misjonarze nie potrafili wykorzenić jego kultu, choć próbowali
utożsamić go z diabłem. Obecnie TIW przybrał imię Tio (po hiszpańsku –
wujek, ale tego słowa używa się też w odniesieniu do starszego,
doświadczonego mężczyzny). Uważany jest przez mieszkańców Oruro za dobrego diabła, który pokutując za swoje grzechy stał się wiernym sługą
Matki Bożej – Virgen del Socavón.
Przed wejściami do sztolni kopalnianych stoją figury przedstawiające
Tio. Górnicy, aby zapewnić sobie bezpieczną pracę, składają mu ofiary –
kładą obok niego np. papierosy. Najbardziej spektakularną „prezentacją” oryginalnych boliwijskich
wierzeń i zwyczajów jest karnawał w Oruro, na który przybywa aż 400
tysięcy ludzi z kraju i zagranicy.
Środa Popielcowa jest zakończeniem i jednocześnie zwieńczeniem
karnawału w Oruro. Poza obrzędem posypywania głów popiołem w kościele,
ludzie spryskują napojami alkoholowymi ulice, prosząc Boga i pośredniczącego w kontakcie z Bogiem bożka Tio o lepszy los. Powszechny
jest też zwyczaj przyozdabiania wówczas miejsc pracy oraz obwiązywania
karnawałowymi serpentynami narzędzi pracy, zwany w języku miejscowych
Indian „tikancha”.
Komentarze
Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Dodaj pierwszy komentarz.






















































